Get Adobe Flash player

Znajdź nas na Facebooku

Spoleczność

Tagi

Poukładane wspomnienia z Rozsypańca 2012

Przyznaję, że na tegoroczny Rozsypaniec czekałem z niecierpliwością. Organizatorzy w ubiegłym roku przygotowali festiwal, który w mojej prywatnej ocenie był jedną z najlepiej przygotowanych imprez w sezonie wakacyjnym, a swoim programem przebił chyba wszystko inne będąc okazją do muzycznych odkryć i zachwytów nad tym co już znane i lubiane, apetyt więc na powrót w Bieszczady miałem spory. Czy słusznie?

 

Już od początku Rozsypaniec 2012 znowu zaskakiwał różnorodnością form, gatunków i treści, atmosferą i klimatem.  Przyznaję, że kiedy pierwszy raz spojrzałem na program festiwalu, miałem nieco obaw. Pozornie wyglądał on dużo skromniej niż to co widziałem na scenie w ubiegłym roku, na szczęście okazało się, że i tym razem organizatorzy stanęli na wysokości zadania i pozwolili widzom nie tylko na spotkania z gwiazdami, ale również na odkrycie czegoś nowego, świeżego.

Poza koncertami bowiem będącymi oczywiście kwintesencją festiwalu, pięciodniowy program imprezy wypełniony był po brzegi wydarzeniami artystycznymi. Swoje ważnie w nim miejsce znaleźli poeci, fotograficy, filmowcy i artyści ludowi. Nas oczywiście najbardziej interesowały wrażenia muzyczne.

Do Cisnej przybyliśmy w czwartek, w samą porę aby zdążyć na trzy koncerty. Na początku niezwykły i niesamowicie pogodny, dialog z publicznością nawiązała Ostatnia Wieczerza w Karczmie Przeznaczonej do Rozbiórki. Drugim koncertem tego wieczoru był bardzo ciepło przyjęty przez publiczność recital Daniela Gałązki z Zespołem, ubarwiony poezją Piotra Brymasa. Na deser i miłe zakończenie dnia atmosferę na małej, kameralnej sali zaczarował emocjami człowiek na stale już wrośnięty w rozsypańcowy krajobraz, twórca nieoficjalnego hymnu Rozsypańca – Piotr Woźniak.  To był zdecydowanie magiczny i pełen emocji wieczór.

W piątek po konkursie piosenki turystycznej, festiwalowa karuzela przeniosła się tradycyjnie do Dołżycy, gdzie na polanie za Karczmą Bieszczadzką Blues Sisters (pyszne naleśniki ze szpinakiem…), ustawiona została już scena festiwalowa i tętniło życiem targowe miasteczko, na którym można było nabyć prawdziwe dzieła sztuki, obrazy, rzeźby, dekoracje, biżuterię, odzież – coś dla ciała i dla ducha. Na dużej festiwalowej scenie królowała piosenka turystyczna w podróże dalekie i bliskie zabierały nas: Słodki Całus od Buby, Sklep z ptasimi piórami, promujący nową płytę wydaną w okazji 20-lecia pracy – Na bani. Zdecydowanie jednak wydarzeniem zespołu stał , się projekt Cztery Pory Roku przygotowany specjalnie dla rozsypańcowej publiczności. Muzycy związani z Rafałem Nosalem i Grupą Bohema we współpracy z trzema przyjaciółmi Agnieszką Rumież, Radkiem Michalikiem i Markiem Andrzejewskim, przygotowali  cztery autorskie recitale związane pozornie tematycznie z czterema porami roku. Pozornie, bo często charakter pory roku lepiej oddawała muzyka niż teksty, jednak zestawienie czterech charyzmatycznych scenicznych osobowości, zderzenie młodości z rutyną i świeżość całości sprawiły, że zdecydowanie dla mnie było to wydarzenie najważniejsze tego wieczoru. I o ile o Marku Andrzejewskim i Rafale Nosalu zawsze mogę wypowiadać się w samych superlatywach, o tyle tego wieczoru niepodzielnie głosem dnia została dla mnie Agnieszka Rumież. Niesamowity feeling i  emocjonalność jej występu oczarowały mnie bez reszty. Brawo.

 

 Zdjęcia z Rozsypańca specjalnie dla Krainy Łagodności wykonały: Joanna Bród i Marta Jędrzejewska

 

Dnia czwartego mogliśmy w końcu poznać laureatów tegorocznego przeglądu:

 

 

Werdykt Jury konkursu piosenki „Rozsypane Dźwięki”

 

W dniu 17 sierpnia 2012 jury w składzie:

  • Małgorzata Wojciechowska
  • Leszek Wydra
  • Piotr Woźniak
  • Adam Ziemianin

po wysłuchaniu wszystkich wykonawców konkursowych, wybrało laureatów konkursu piosenki „Rozsypane Dźwięki”.

Jury przyznało:

  • I nagrodę – Mateusz Rulski-Bożek
  • II nagrodę – Katarzyna Brzozowska
  • III nagrodę – Aga Łuczyńska

Jury postanowiło przyznać dwa równorzędne wyróżnienia:

  • Remigiusz Szuman
  • U Hani Na Bani

Ponadto jury przyznało nagrodę specjalną za pójście do przodu i ukazanie nieznanego oblicza

dla Romana Dobrowolskiego.

 

W Koncercie Laureatów wyróżniły się zwłaszcza dwa wykonania – niezwykła interpretacja tekstu „Cień drogą wędrował” Wojciecha Bellona w wykonaniu i aranżacji Katarzyny Brzozowskiej, oraz „Nieboszczacza” – czyli jak wspomniał sam autor piosenka o turystyce podziemnej  – Mateusza Rulskiego-Bożka. Z całego serca gratulujemy nagrodzonym.

Jakby na zachętę dla tegorocznych laureatów festiwalu, zaraz po ich występie na scenie pojawili się laureaci z roku ubiegłego – zespół Pod Wiatr, z godzinnym recitalem. Miło obserwować drogę twórczą młodych stażem artystów bez kompleksów stających na scenie ze starszymi kolegami i dających dobry koncert. Przy okazji mogliśmy upewnić się raz jeszcze, że werdykt jury w roku ubiegłym był jak najbardziej słuszny. Mam nadzieję, że w przyszłym roku równie udany recital przedstawi na scenie w Bieszczadach, Mateusz Rulski-Bożek.

Siudma góra, która pojawiła się na scenie zaraz po występach tego i ubiegłorocznych laureatów, to zespół którego nie trzeba rekomendować. Niezwykła mieszanka piosenki turystycznej, poetyckiej i folkowej okraszona niebanalnym humorem i inteligencją były niezwykłym otwarciem ostatniego koncertowego wieczoru.

Zdecydowanie odkryciem tego dnia była dla mnie nieznana mi wcześniej grupa Disparates z Torunia. Świeże nieco inne od typowych dla turystycznej sceny brzmienie, alegoryczne wymykające się klasyfikacji dobre teksty, autentyczność i humor to wszystko sprawiło, że z przyjemnością wysłuchałem koncertu i z pewnością w przyszłości wrócę do twórczości tego zespołu.  Trudno dość oddać styl muzyczny w jakim poruszali się muzycy tej grupy, ponieważ była to niezwykła mieszanka rozmaitych stylów muzycznych, świetnie zagrana i współbrzmiąca, w swoistej stylizacji retro. Coś nowego i inspirującego.

Na pożegnanie przyszło nam zmierzyć się ze zdecydowanie najsłabszym punktem tegorocznego programu. Przykro mi to pisać ale Plateau odarte z gwiazd biorących udział w pierwotnym projekcie i wydaniu płyty „Projekt Grechuta”, jest delikatnie rzecz ujmując, nieautentyczne, niesmaczne i dalece niestrawne. Król w tym wydaniu zdecydowanie jest nagi. Szanuję dorobek Marka Grechuty, ale słuchając Plateau odniosłem wrażenie, że wszystko jest „obok”, a muzycy na scenie na czele z wokalistą nie wiedzą zupełnie jakie i czyje piosenki wykonują, co śpiewają i grają, robiąc z doskonałej sztuki, komercyjne, naciągane aranżacją przeboje mające przyciągnąć słuchaczy jedynie nazwiskiem Grechuta. Szkoda.

Nie sposób na koniec nie wspomnieć kilku słów o samej organizacji festiwalu. Tradycyjnie już przekonaliśmy się, że większość spraw organizacyjnych jest dopięta na ostatni guzik, a grupa wolontariuszy po raz kolejny pokazała, że świetnie staje na wysokości zadania w każdych warunkach, dzielnie walcząc z przeciwnościami losu. Należą się im zdecydowanie wielkie brawa. Trudno mieć też jakiekolwiek zastrzeżenia do akustyków i obsługi technicznej festiwalu. Brawo, brawo, brawo.

Czy słusznie czekałem na Rozsypaniec? Oczywiście. To ponownie jedna z najlepiej zorganizowanych imprez turystycznych i poetyckich w naszym kraju. Nie sposób oprzeć się ani muzyce, ani Bieszczadom. Magia gór, spotkania z niezwykłymi ludźmi, śpiew do białego rana i wino z Siekierezady, sprawiają, że chce się tam wracać i wracać, wiec jeśli tylko czas i zdrowie pozwolą, za rok spotkamy się znowu i z poezją i z muzyką i z Bieszczadami i przede wszystkim z Rozsypańcem.

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blogger.com
  • MySpace
  • PDF
  • Twitter
  • Śledzik
  • Grono.net
  • Wykop
  • co-robie
  • Forumowisko

Łagodna Lista Przebojów
w czwartki od 20:00
na antenie Radia Aspekt

Kraina Łagodności TV

Archiwum